Las
To nie jest stumilowy las
RSS
niedziela, 25 marca 2007
Wracamy
Historia ruszy znowu po świętach wielkiejnocy. Zapraszam wszystkich :)
niedziela, 11 marca 2007
Choroba
Z powodu choroby historia zawieszona. Wracam niedługo
sobota, 03 marca 2007
Rozdział trzeci, część czwarta
Gdy wreszcie dotarli do chatynki Klanga szybko zamknęli za sobą drzwi. W środku wszystko było po staremu. Klang przekręcił klucz w zamku i drzwi momentalnie przyrosły do framugi. Nie mieli dużo czasu. Zabrali tylko najpotrzebniejsze rzeczy i udali się w stronę lasu. Nadszedł czas by nakopać komuś do rzyci. Cokolwiek robili tu alchemicy i ich stwory należało to wyjaśnić szybko i boleśnie.

Koniec rozdziału trzeciego
wtorek, 27 lutego 2007
Rozdział trzeci, cześć trzecia
Tam gdzie przed chwilą siedziała dwójka bohaterów teraz była tylko dymiąca dziura. Alchemik Wykrzywił twarz w nieprzyjemnym grymasie. Jego urlop znowu się oddalił.

***
Młoda dziewczyna o zielonej cerze trzymała się z bok i próbowała zatamować krew tryskająca spomiędzy żeber. Spojrzała jeszcze na dwa ciała leżące przed sobą. Ostatkiem sił wysłała je na zewnątrz. Potem jej oczy zaszły mgłą.

***
Zgrzyt powoli otwierał oczy. Spojrzał przed siebie i zobaczył gniazdo ptaków na gałęzi. Nerwowo szukał gałęzi za którą się zaczepił. Nie było jej. "powinienem spaść". Tak też się stało. Upadek z 10 metrów jest do poczucia w kostkach i wielu innych miejscach. Zgrzyt podniósł się niepewnie. Obok drzewa leżał Klang. Wyglądał jak by spadając zaliczył kilka gałęzi.
-Czuje się jak bym zaliczył kilka gałęzi- Wyszeptał
sobota, 24 lutego 2007
Rozdział trzeci, część druga
Spod drzewa dochodziło ciche warczenie. Zgrzyt i Klang siedzieli na gałęzi już drugą godzinę.
-Jakieś pomysły?
-Rzucę w nich butem - Odparł Klang.
Księżyc rzucił światło na las, Pod drzewem zobaczyli dwa duże psy które ciekawie patrzyły w górę. Wyglądały na przynależące do gatunku agresywnych i cierpliwych zwierząt. Czas mijał, gwiazdy powoli wędrowały po niebie. Klang próbował zasnąć i jednocześnie nie spaść. Nagle usłyszeli kroki. Ktoś zbliżał się szybko do drzewa. Był ubrany w biały płaszcz.
-No i mamy was. Chcieliście narozrabiać, ale nie wyszło co?
Klang i zgrzyt znieruchomieli. Przed nimi stał alchemik. Było niedobrze.
-Niestety tutaj moi drodzy wasze rozrabianie się kończy.
Przybysz wyciągnął spod płaszcza świecącą niebieskim światłem strzelbę.
-Co robimy Klang?
-Nie wiem
Przybysz wycelował w nich broń która błysnęła niebieskim światłem. W tej samej chwili coś złapało ich i pociągnęło w głąb drzewa.
wtorek, 20 lutego 2007
Rozdział trzeci, część pierwsza
Klang ciągnął Zgrzyta przez las. Nagle za nimi rozległo się wycie.
-Gońcy- Wyszeptał Klang
-Jest za ciemno, nie znajdą nas
-Wierzysz w to co mówisz czy próbujesz mnie pocieszyć?
-Włazimy na drzewo
Namierzyli najbliższe drzewo z nisko położonymi gałęziami i szybko weszli najwyżej jak sie dało. Nie musieli długo czekać. Na dole pojawiły się czarne kształty.
sobota, 17 lutego 2007
Rozdział drugi, część piąta
Na środku ciemnej sali stał stół. Naokoło widać było różne maszyny o nieznanym przeznaczeniu. Większość pracowała w tylko sobie znanym rytmie, strzykając i gwiżdżąc co chwilę. Na środku stołu wyryte było koło zębate. Do sali weszło 6 osób ubranych obcisłe i wytrzymałe materiałowe stroje. Usiedli każdy na swoim miejscu.
-Wróciła panowie, ona jest tu znowu.
-Jak się odrodziła? Przecież zamknęliśmy jej drogę?
-Wygląda na to że wykorzystała odrobiny by powrócić.
-Czy sytuacja jest bardzo ciężka?
-Na razie remaż magiczny jest znikomy, ale będzie rósł. Z każdą chwilą będzie coraz większy
-Jaki jest plan więc?
-Musimy odnaleźć wszystkie pozostałe odrobiny zanim magia się z nich wyzwoli. Musimy też zniszczyć wszelkie ślady jej powrotu. Nie możemy pozwolić by chaos znów zapanował na ziemi. Szybkość reakcji będzie naszym atutem.
piątek, 16 lutego 2007
Rozdział drugi, część czwarta
Młody chłopiec siedział sam na kąpielisku nad spokojną rzeką. Rozkoszował się właśnie przerwą w pracy. Oczyszczał dno ze szkieł i innych śmieci. Wstał, wziął grabie i wrócił do pracy. Nagle metal zachrobotał o coś na dnie. Chłopiec schylił się by to podnieść. Był to piękny odłamek skalny. Zgromadzone w kamieni minerały pięknie połyskiwały na słońcu. Młodzieniec zobaczył że mineralne ścieżki układają się w znak, w drzewo. Drzewo stawało się coraz wyraźniejsze i nagle zaświeciło zielonym światłem. Przerażony chłopiec odrzucił kamień. Gdyby spojrzał na swoją dłoń zobaczył by że właśnie zanika na niej czerwony znak drzewa. Tymczasem odłamek skalny porwany przez nurt toczył się po dnie, zaczął pękać i ostatecznie zamienił się w piasek. Obserwowały to dwie ryby otwierając raz po raz usta. Nagle otrząsnęły się jakby z odrętwienia
-Wiesz co jest grane?- Spytała się jedna z nich.
-Nie mam zielonego pojęcia.- Odpowiedziała druga. Ryby obróciły się i kontynuowały podróż w górę rzeki
środa, 14 lutego 2007
Rozdział pierwszy, część trzecia
Zniszczone pierwiastki magii zostały rozrzucone po całym świecie. Sama magia przygasła niemal całkowicie. Świat zaczął normalnieć i upodabniać się do tego jaki znamy my. Magicznie stworzenia, bez siły potrzebnej do życia zaczęły ustępować miejsca zwierzętom z krwi i kości. Próżno było szukać duszków nad rzekami czy w leśnych ostępach. Alchemicy zawiesili swoją działalność z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku. Magia odeszła by po prawie 3 tysiącach lat powrócić, gdy nikt się tego nie spodziewał.

***
Drobna kobieta o zielonej skórze siedziała pod swoim drzewem. Łzy spływały jej po twarzy. Las szumiał na wietrze. Z zachodu dochodziły krzyki i zapach dymu. Byli już blisko

***
-To już chyba ostatni!- Krzyknął żołnierz z tarczą na której namalowano koło zębate. Podszedł do ciała z którego właśnie ulatywało życie. Piękna elfka starała się zahamować krew tryskająca jej z szyi. Żołnierz splunął na nią i odszedł. Inny który stał nieco z tyłu długo jeszcze przypatrywał się zwłokom. Zdjął hełm i rozejrzał się wokół. Drzewa pochylały się nad nim. Upadł na kolana i zakrył twarz zakrwawionymi rękami.
poniedziałek, 12 lutego 2007
Rozdział pierwszy, część druga
Wtedy na ziemi powstała organizacja alchemików, której celem było uwolnienie ziemi od magów i magii. Stosując wszystkie możliwe środki wybijali magów, zarówno dobrych jak i złych. Magowie stanęli do długiej walki, samotni jednak nie mieli szans. Ostatecznie ta garstka, która została zgodziła się na warunki alchemików. Oddała im wszystkie siedem pierwiastków magii. Alchemicy zniszczyli je by ostatecznie położyć kres wszystkiemu co paranormalne. Na ziemi oznaczało to początek okresu w którym dominowała nauka.

***
Pokój zalewała poświata od stojącego na środku kryształu. Wokół niego stało 8 osób trzymając się za ręce. Na ich twarzach widać było skupienie i wysiłek. Wielki kamień promieniował bladoniebieskim światłem. Na obrzeżach pokoju znajdowały się lustra które ogniskowały światło w jeden strumień który wystrzeliwał w niebo przez otwór w dachu. Gdzieś z daleka dochodziły odgłosy walki. Przy wąskim oknie stał niski mężczyzna w długiej, niebieskiej szacie i przypatrywał się całemu rytuałowi. Odwrócił głowę i spojrzał przez okno na to co dzieje się na zewnątrz. Pokój znajdował się wysoko, na szczycie wieży więc widok był znakomity. Promień światła rozpadał się wysoko na niebie i otaczał osłoną całe miasto. O błękitną tarczę co chwila uderzały wybuchające pociski. Biała ich zawartość spływała, paląc się po osłonie.

Do pokoju wszedł drugi mężczyzna, ubrany na czarno. Rozejrzał się ciekawie i podpalił o pochodnie lont który miał w ręku. Wieża eksplodowała niebieskim światłem a bariera opadła z jękiem.

***
-Panie Gabrielu, bądźmy rozsądni. Pokój to to czego wszyscy pragniemy. Oddajcie nam pierwiastki i odejdźcie w spokoju. Inaczej stracicie wszystko.
Pan Gabriel siedział na wielkim drewnianym tronie z niewzruszoną twarzą. Poseł który stał przed nim uśmiechał się paskudnie. Tak paskudnie jak może uśmiechać się poseł przychodzący do ludzi którzy stracili wszelką nadzieję.
-Mam dla ciebie prezent panie Gabrielu- Wyciągnął z kieszeni małą szkatułkę. Otworzył ją, w środku znajdował się palec z pięknym srebrnym pierścieniem. Ręce pana Gabriela zacisnęły się na poręczach. Twarz była zimna jak lód.
-Ma pan 10 dni panie Gabrielu. Tyle ile jest palców- Poseł ruszył szybkim krokiem do drzwi i zamknął je za sobą. Zrobił jeszcze dwa kroki i usłyszał za sobą jęk, który mógł wydać tylko człowiek który nie ma już nadzieji.
 
1 , 2 , 3